
Leszek Kostrzewski: Dlaczego kobiety zarabiają mniej od mężczyzn?
Irena Wóycicka: - Na pewno nie z powodu niższego wykształcenia. Kobiety w Polsce są dużo lepiej wykształcone od mężczyzn. Ale kształcą się w zawodach humanistycznych, gorzej płatnych. I to nie jest pozytywne zjawisko. Nie mówię, że kobieta ma być traktorzystką, chociaż jak chce, dlaczego nie. Ale nie rozumiem, dlaczego kobiety nie mogą być inżynierami.
Kobiety same są więc sobie winne. Same wybierają mniej opłacalne zawody.
- Ale co na ten wybór wpływa? Może młodym dziewczynom mówi się: "Twój mąż będzie więcej zarabiał jako inżynier, więc ty możesz być nauczycielką - zarobisz mało, ale będziesz miała czas dla rodziny". Bo przeważa pogląd, że to mężczyzna jest odpowiedzialny za utrzymanie rodziny, a kobieta za opiekę nad dziećmi. Jej praca w powszechnym odbiorze nie jest tak ważna jak praca mężczyzn. Stowarzyszenie Otwarta Rzeczpospolita przeprowadziło rzetelną analizę podręczników do życia w rodzinie i odkryło, że większość z nich preferuje jeden, tradycyjny wzorzec podziału obowiązków w rodzinie, nie wspomina o dyskryminacji kobiet. Oczekuje się więc, że kobiety, jeśli chcą pracować, powinny szukać takiej pracy, która pozwoli im godzić ją z obowiązkami rodzinnymi, a to jest w Polsce bardzo trudne.
Dlaczego?
- Brakuje żłobków, przedszkoli, świetlic potrzebnych po zajęciach szkolnych. Zwłaszcza na wsi. Chociaż i w Warszawie w wielu dzielnicach na kilka lat wcześniej trzeba rezerwować miejsce w żłobku. Wszystko jest na głowie kobiety. Państwo jej w tym nie pomaga, mąż zajęty jest pracą zawodową. Stereotypy utrwala prawo. Miejsce w przedszkolu należy się w pierwszej kolejności samotnym rodzicom. To w większości matki. Zakłada się, że jak mamy pełną rodzinę, to przedszkole nie jest niezbędne, bo kobieta może zająć się dzieckiem. Jak ma męża i pracuje, to widocznie chce, a nie musi. Taką ma fanaberię.
Nic więc dziwnego, że wiele Polek nie może pogodzić pracy z wychowaniem dziecka. Rezygnuje z pracy i zostaje w domu. Kiedy dziecko ma 4-6 lat i kobieta chce wrócić do pracy, jej umiejętności są już mocno zdezaktualizowane, dziecko choruje, więc bierze zwolnienia, nie zostaje po godzinach w pracy. Dla pracodawców to nie jest wymarzony pracownik. Wolą mężczyzn, którzy są bardziej dyspozycyjni. W nich inwestują, wysyłają na kursy, awansują. Kariery zawodowe kobiet i mężczyzn rozjeżdżają się.
Czy wyjściem byłby tzw. elastyczny czas pracy ułatwiający łączenie obowiązków rodzinnych z zawodowymi?
- Badaliśmy, czy elastyczny czas pracy i praca w niepełnym wymiarze są w Polsce dostępne dla osób wychowujących dzieci. Okazało się, że nie. Są oczywiście takie zawody czy branże, gdzie czas pracy jest bardziej elastyczny, nie jest to jednak związane z sytuacją rodzinną pracowników. W innych krajach europejskich ułatwienia w organizacji i czasie pracy są dostępne dla rodziców z małymi dziećmi. Tego w Polsce nie ma, chociaż matki małych dzieci stawiają elastyczny czas pracy na pierwszym miejscu wśród rozwiązań, które mogłyby im pomóc.
To zarzut do pracodawców.
- Nie oskarżam ich. Pracodawcy myślą tak jak reszta społeczeństwa, że kobiety nie muszą pracować. A ułatwienia organizacyjne to dla nich często dodatkowy koszt. Państwo powinno ich do tego zachęcić, dzieląc się tymi kosztami. Powinno też wpływać na zmianę stereotypów, a nie je utrwalać. Na przykład przez wprowadzenie tzw. urlopów tacierzyńskich. Chodzi o to, aby kawałek płatnego urlopu rodzicielskiego mógł być wykorzystany jedynie przez ojca. Jeśli go nie wykorzysta, urlop przepada. W wielu krajach Europy, gdzie takie rozwiązanie już funkcjonuje, mężczyźni znacznie częściej niż u nas biorą wolne, by zająć się dzieckiem. To zmienia stereotypy dotyczące ról kobiecych i męskich, które są źródłem dyskryminacji kobiet.
Dlaczego w Polsce nie da się tego wprowadzić?
- Większość polityków przywiązana jest do modelu rodziny z tradycyjnym podziałem ról. Jednak coraz więcej jest młodych, wykształconych kobiet, które chcą być matkami, nie rezygnując z kariery zawodowej i nie godząc się na gorsze traktowanie w miejscu pracy. Pod ich wpływem polityka będzie musiała się zmienić.
Ustawa rodzinna proponowana przez PO-PSL i ta proponowana przez PiS o urlopie tacierzyńskim nic nie mówi. Obie zakładają za to wydłużenie urlopów macierzyńskich.
- Można było wykorzystać tę zmianę do wprowadzenia miesięcznego urlopu tacierzyńskiego, o co apelowałam w "Gazecie". Niestety, oba projekty tego nie przewidują. Wydłużenie urlopów macierzyńskich o 8 tygodni żadnego problemu nie rozwiązuje, wręcz przeciwnie, w oczach przedsiębiorców kobiety mogą być odbierane jako jeszcze większe ryzyko. Na szczęście projekt PO-PSL pozostawia kobietom wybór - nie muszą korzystać z całego wydłużonego urlopu, mogą też łączyć wydłużony urlop macierzyński z pracą w niepełnym wymiarze. Jest pod tym względem dużo lepszy niż projekt PiS, który wprowadza obowiązkowe, najdłuższe w Europie urlopy macierzyńskie.
Pracodawcy oferują kobietom mniejsze pensje, bo macierzyństwo oznacza dla nich większą absencję w pracy. Czy kobiety jakoś z tym walczą?
- Zrobiliśmy takie badania. Pytaliśmy osoby bezrobotne, za jaką pensję poszłyby do pracy. Podzieliliśmy je na tych, którzy mają małe dzieci, i tych, którzy ich nie mają. Co się okazało? Kobiety z dziećmi oczekiwały dużo niższej płacy niż kobiety bez dzieci. U mężczyzn było odwrotnie. Ci z dziećmi żądali większych pieniędzy. Matki wiedzą, że dla pracodawców są gorszymi pracownikami. Dlatego wymagają mniejszej płacy. A mężczyźni wiedzą, że muszą utrzymać rodzinę, więc żądają więcej..
Stereotyp, że to na mężczyznach musi się utrzymać dom, utrwalają reklamy. Co pani myśli, gdy słyszy głos Marka Kondrata: "Mężczyzna musi zarabiać"?
- Niestety, reklama nie mówi całej prawdy. Rodziny z dziećmi, w których kobieta nie pracuje, dwukrotnie częściej żyją w ubóstwie, niż te, gdzie pracuje oboje rodziców. A więc kobieta też musi zarabiać. Ta prawda przebija się w Polsce powoli, dlatego trzeba o tym mówić.
*Irena Wóycicka pracuje w Instytucie Badań nad Gospodarką Rynkową, była wiceminister pracy i polityki społecznej.