
Odsłuchuję audycję. 28 sekund, tyle trwa rozmowa z Ulą. (...) "Jestem 13-latką. Mam problem, gdyż mój ojciec robi mi krzywdę. Zaszłam w ciążę i nie wiem, co mam robić. Strasznie się z tym czuję".
Skrzywdzone dziecko czy prowokatorka? To w każdej redakcji się zdarza. 28 sekund. Dziecko, inaczej nie wolno zakładać.
Wściekła na (eksperta, lekarza) pana G. dzwonię i pytam, jak się czuje z tą sprawą "w sercu".
G. nie wie, o co chodzi. Biega właśnie od pacjenta do pacjenta kilkaset kilometrów od Torunia. Wreszcie sobie przypomina. Radio. Ula - dziewczynka w ciąży, której ojciec robi o to awantury. Ta Ula nie powinna zwierzać się przed całą Polską. Uciął rozmowę, żeby oszczędzić jej kłopotów. Nie oddzwonił po zakończeniu programu. Nie każdy, kto telefonuje w desperacji, życzy sobie kolejnej rozmowy. W audycji podał swoje dane. Jeśli Ula dotarła do radia, a rzeczywiście potrzeba jej wsparcia, znajdzie telefon i do niego. Prokuratura? Nawet nie przeszło mu przez myśl, żeby "donieść".
Tekstu w "Trybunie" nie czytał. Kiedy go streszczam, jest w szoku. Ma córkę w tym samym wieku. Jakby w porę do niego dotarło, że chodzi o kazirodztwo, inaczej by zareagował. A czemu nie dotarło? Drugi raz w życiu był w radiu. Nerwy, program na żywo i pantomima w studiu, kto z obecnych ma odpowiedzieć słuchaczom. Na koniec dziękuje mi wylewnie, że zanim napisałam, zadzwoniłam.
Rozumiem przygnębienie pana G. Przeoczył coś ważnego. Ale co to obchodzi Ulę?
"Trybuna" apeluje do prokuratury, by sprawdziła, czy Radio Maryja "drastycznie" nie złamało prawa, bo nie powiadomiło o możliwości molestowania nieletniej i kazirodztwa.
Dzwonię do dziennikarki Radia TOK FM. Nie widzi przestępstwa. Wie z doświadczenia, że na antenie chcą zabłysnąć różni ludzie. Robią to anonimowo, czasem mętnie i niewiarygodnie, tak jak Ula. - Mamy ich tropić? - pyta. Prowadzący program mogli zareagować przytomniej: "Proszę się nie rozłączać, pomówmy poza anteną". I tyle.
Dzwonię do warszawskiej adwokatki. Uważa, że radio wzięło odpowiedzialność za słuchaczkę. Co prawda prowadzący nawalili, ale mogą naprawić ten błąd. Niech wystosują do Uli dyskretny apel z ofertą pomocy. Najlepiej w tej audycji, do której dzwoniła. Jeśli nawiąże kontakt, a informacja się potwierdzi, ktoś z radia musi się zgłosić do prokuratora. To obywatelski obowiązek, bo współżycie z dziewczynkami jest przestępstwem. Wie to każdy, kto słyszał o sprawie 14-latki z Lublina.
Czy tak się stanie? Wątpię. Chodzi o ciążę u dziecka. Do pana G. to dotarło, ale nie przeszło mu przez myśl, żeby "donieść". Powiedział: "Trzeba urodzić". Czemu wrażliwy, wykształcony człowiek lekceważy paragraf kodeksu karnego, za który grozi aż 12 lat? Bo jego zdaniem ciąży, która jest skutkiem przestępstwa, nie wolno przerwać, nawet jeśli prawo zezwala. Czemu tak trudno o skierowanie na badania prenatalne? Bo według innych wykształconych ludzi mogą prowadzić do jej usunięcia.
Pan G. (H., I., J., K ) stawia sumienie ponad prawo. Jedne normy respektuje, innych nie. Taka nonszalancja prowokuje do podobnej bezczelności. Pokusa, za którą poszła "Trybuna". "To, że radio Rydzyka głęboko naruszyło zasady zwykłej ludzkiej przyzwoitości, jest niewątpliwe" - mógł przeczytać o swojej pomyłce przygnębiony katolicki terapeuta, którego nikt nie spytał, co czuje.
Panie G.! Wikłamy się w kretyńską wojnę. Politycy, a czasem i księża, chcą nas wodzić na pasku. Porozmawiajmy. To prawo nie zadowala obu stron. Czasem nas złości, ale dzięki niemu żyjemy w jednym kraju.
- A jak ta Ula postanowi skoczyć z mostu? - spytała pani mecenas.
No właśnie. Zdarzało się, że internauci ratowali niedoszłych samobójców wołających w sieci o pomoc. Zawiadamiali policję. Raz funkcjonariuszom otworzyła matka, która gotowała córce obiad. Nie wiedziała, że dziecko umiera w drugim pokoju. Zdążyli w ostatniej chwili.
Źródło: Gazeta Wyborcza