www.oska.org.pl --> O szansach na pracę dla osób w wieku 50+   Artykuł działu Informacje - Wywiady

Alternative Content

Artykuł działu Informacje - Wywiady

O szansach na pracę dla osób w wieku 50+

Dominik Uhlig: Ma pan ponad 50 lat i właśnie zaczyna pracę w nowym miejscu.

Michał Boni: Urodziłem się w 1954 r., pracę w kancelarii premiera zaczynam od początku stycznia. Miałem już ustabilizowane życie - i materialnie, i czasowo. Mimo to szczególnie w ostatnich 10 dniach poczułem lęk i niepewność przed pójściem do nowej pracy. 10 czy 20 lat temu nowi ludzie, nowe miejsce - to nie był dla mnie problem. Teraz jest. Dlatego rozumiem, co czuje człowiek z pokolenia 50+.

Większość pracodawców deklaruje, że wiek nie ma dla nich znaczenia przy zatrudnianiu. Ale tylko co trzecia firma miała w 2006 r. oferty pracy dla osób po pięćdziesiątce. Skąd takie rozbieżności?

- Częściowo z poprawności politycznej. Prawo zabrania przecież dyskryminować pracowników ze względu na wiek. Podobnie wyglądają badania, w których pyta się o zatrudnianie kobiet czy niepełnosprawnych. Wszyscy deklarują, że chcą to robić. Ale jak przychodzi co do czego, te osoby nie dostają pracy, bo pracodawca zaczyna dostrzegać kłopoty - starsza osoba "nie umie obsługiwać komputera", a kobieta "może zajść w ciążę".

Jest faktem, że generalnie dzisiejsi 50-latkowie są gorzej wykwalifikowani niż 30-latkowie. Trzeba pamiętać, że spośród ludzi urodzonych w latach 50. aż 1 mln 300 tys. nieźle wykształconych wyemigrowało za granicę - w latach 50., 60., 70. i przede wszystkim 80.

Ale ci, co zostali, przeszli niezłą szkołę życia. W PRL udawało im się załatwiać rzadkie dobra jak pralka czy samochód. Radzili sobie z wyżywieniem rodzin, choć w sklepach były przede wszystkim ekspedientki. Część jeździła na wakacje za granicę nie tylko, żeby miło spędzić czas, ale też coś zarobić. W 1989 r. ci ludzie musieli dostosować się do wolnego rynku. Do pracodawców nie przemawia takie doświadczenie?

- W latach 90. wydawało nam się, że osoby powyżej 50. roku życia, zwłaszcza o niższych kwalifikacjach, nie zrozumieją mechanizmów rynkowych. Mówiło się o nich ciągle w kontekście kłopotów - że nic nie rozumieją, zabierają miejsca pracy młodym, są starzy.

I pracodawcy ciągle powtarzają ten stereotyp. Wolą wziąć kogoś, kto lepiej obsługuje komputer, niż starszego, o którym myślą - jak w 1990 r. - że "nie potrafi się przystosować". A przecież ci, którzy dziś mają ponad 50 lat, w 1989 r. mieli koło trzydziestki. I przez całe życie wyjątkowo sprawnie dostosowywali się do zmieniających się warunków. To, że teraz pracuje tak mało osób po pięćdziesiątce, też jest efektem tego dostosowania. Część osób uciekła w renty, we wcześniejszą emeryturę, pracę w szarej strefie - bo tak im wygodniej. Niestety, władza nie robiła do tej pory nic, żeby zmienić ten stereotyp.

Pan jest doradcą premiera. Ta władza coś zrobi?

- Pracujemy nad rządowym projektem zwiększenia zatrudnienia osób powyżej 50. roku życia. Oczywiście nie z dnia na dzień. Ale w ciągu 10 lat powinno nam się udać wyraźnie zwiększyć liczbę osób starszych na rynku pracy.

W jaki sposób?

- Wzory bierzemy na przykład z Finlandii. Tam w 1992 r. pracowało tylko 30 proc. osób po 55. roku życia. Po 12 latach efektywnej polityki pracuje ponad 50 proc. Budżet i pracodawcy składali się na badania profilaktyczne dla pracowników po 35. roku życia, wspólnie prowadzili programy edukacyjne dla osób w wieku 45-50 lat i kampanie społeczne z wynikami badań, w których pokazywano zalety starszych pracowników.

Dlaczego badania profilaktyczne 35-latków są tak ważne?

- Bo wczesna wykrywalność chorób i rehabilitacja poprawia stan zdrowia pracowników - a więc i ich przydatność na rynku pracy. Trudno być aktywnym zawodowo 50-latkiem, jeśli za młodu nie zadbało się o zdrowie, a w wieku dojrzałym nie uczyło nowych rzeczy.

Jak będzie u nas?

- Trzeba znaleźć pieniądze na edukację osób starszych, zwłaszcza tych, które wciąż pozostają na rynku pracy. Z tym u nas jest bardzo słabo. Taka osoba powinna mieć poczucie, że się w nią inwestuje, że ma szansę na nowe zadania, że pracodawca nie czyha tylko, by ją zwolnić. W trójkącie pracownik - pracodawca - urząd pracy da się znaleźć pieniądze na szkolenia dla takich osób, tym bardziej że są pieniądze z Funduszu Pracy i Europejskiego Funduszu Społecznego na lata 2007-13 (ze środków programu operacyjnego "Kapitał ludzki").

Moim zdaniem na początek na ten cel można by przeznaczyć z Funduszu Pracy 300-400 mln zł w II połowie 2008 r. Tak żeby każda osoba, która chce podnieść swoje kompetencje zawodowe, mogła to zrobić. W ten system trzeba wmontować sprawę wychodzenia z rynku pracy, np. pracę na niepełnym etacie, emerytury pomostowe. Ważna będzie też promocja zatrudnienia osób starszych. Liczymy, że wspólnie z pracodawcami uda się to zrobić.

Czy będzie im się opłacało inwestowanie w starszych pracowników?

- Rozmawiałem już na ten temat z pracodawcami, m.in. z Henryką Bochniarz, szefową Konfederacji Pracodawców Polskich. Część biznesu, zwłaszcza osoby, które same mają po 50-60 lat, jest gotowa się w to zaangażować. Nie chodzi przecież tylko o to, żeby ludzie pracowali dłużej i by więcej pieniędzy trafiało do systemu emerytalnego. Osoby starsze mogą tworzyć wartość dodaną w gospodarce, o tzw. silver economy. W USA pokolenie 50+ przez fundusze inwestycyjne zarządza kwotą 180 mld dol., tworzy popyt. W Polsce starsi nie mają tyle oszczędności co młodsi. Naprawdę opłaca się to zmienić.

Mówił pan przede wszystkich o inwestowaniu w osoby, które ciągle mają pracę. A co z bezrobotnymi?

- Ich również powinny objąć szkolenia. Choć te osoby trudniej skutecznie zaktywizować. Szansą na odzyskanie miejsca na rynku pracy dla niektórych może być wolontariat. Ważną częścią programu promocji zatrudnienia osób w wieku 50+ powinno być doradztwo zawodowe, budowanie wiary w siebie. Te osoby od lat słyszą, że osoby powyżej pięćdziesiątki to ciężar dla społeczeństwa.

Jakie atuty mają starsi pracownicy?

- Amerykanie badali na przykład pracowników telesprzedaży. Wyszło im, że starsi są dużo lepsi:

• są bardziej zdeterminowani w tym, co robią,

• mają większą siłę przekonywania,

• cierpliwość,

• mają więcej argumentów,

• potrafią w rozmowie wykorzystać swoje doświadczenie życiowe.

W wielu zawodach to ważniejsze niż wiedza, czy proste umiejętności.


Pracodawcy ciągle myślą jak w 1989 r. - że pracownik po pięćdziesiątce "nie potrafi się przystosować". A przecież ci, którzy dziś mają ponad 50 lat, wtedy mieli ledwo po trzydziestce. I przez całe życie wyjątkowo sprawnie dostosowywali się do zmieniających się warunków.

Źródło: Gazeta Wyborcza

 

Autor artykułu:
Data umieszczenia: 2008-01-04 11:01:48
Artykuł przeczytano:  371 razy
Prawa autorskie   OŚKa - Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych ©  2009   Ochrona danych