Myśleliśmy przede wszystkim o nastolatkach. Ich seksualność jest faktem. Może za bardzo nam się to nie podoba, może oni są inni niż my w czasach młodości. Ale skoro już uprawiają seks, niech to będzie bezpieczny seks.
Dlatego wychowanie seksualne od wielu lat jest obowiązkowym przedmiotem w szkołach średnich. Zaczynaliśmy od informowania o biologii rozmnażania i faktach dotyczących zapobiegania ciąży, ale szybko stało się jasne, że to nie wystarcza.
Oprócz mówienia o fizjologii i antykoncepcji konieczne było wsparcie nastolatków w samodzielnym, odpowiedzialnym podejmowaniu decyzji.
• Uczenie ich negocjacji, pokazanie, że każdy ma jakieś zasady i wytyczone granice.
• Że nie należy robić czegoś, na co się nie ma ochoty, czego się po prostu nie chce.
• I że każdy ma prawo wyrażać swoje przekonania.
Już w latach 50. i 60. edukacja seksualna była obecna w telewizji. Jakieś 15 lat temu mieliśmy na przykład słynną osobowość telewizyjną, która prowadziła serię programów "Seks z Angelą". Rozmawiała w nim z grupą nastolatków na temat seksu, dobrych i złych zachowań Było więc wiele dyskusji i to sprawdziło się znakomicie.
Kobieta oświadczyła, że chce usunąć ciążę. Zaczyna biec ustawowe pięć dni na namysł. Co robicie? Doradzacie kobietom jakieś konsultacje?
- To w Niemczech jest obowiązkowa konsultacja z psychologiem. U nas nie. To, co wydarzy się między pierwszym spotkaniem z lekarzem a wizytą w klinice, nie jest ściśle regulowane.
Jeśli kobieta nie wie, co zrobić, i powie o tym lekarzowi, ten może doradzić jej konsultacje. Pracownicy socjalni mogą porozmawiać z nią, z jej partnerem lub z kimkolwiek, kto jest w ten problem zaangażowany. I spróbować pomóc w podjęciu decyzji.
Gdy pacjentka zjawi się w klinice aborcyjnej i dalej nie jest zdecydowana, ciąża nie zostanie przerwana.
Naprawdę odbywamy rzetelne rozmowy z pacjentkami i gdy widzimy, że kobieta chciałaby donosić ciążę, tylko ma jakieś problemy - finansowe, ze związkiem czy też z mężem, który nie chce już więcej dzieci, a ona przeciwnie - w takim przypadku nigdy nie zostanie przeprowadzona aborcja.
Kobiety w niechcianej ciąży zawsze są w kryzysie. Bo kobiety naprawdę nie chcą aborcji. Trzeba dobrze się przyjrzeć, czy nie ma jakiegoś lepszego wyjścia.
Co pani mówi pacjentkom?
- Mówię: musisz dokonać wyboru między dwoma złymi rozwiązaniami. Jednym jest aborcja a drugim ciąża, której w tym momencie nie chcesz. Oba nie są dobre, trzeba wybrać mniejsze zło.
Czy często zdarza się, że kobieta zmienia zdanie i rezygnuje z aborcji?
- Tak. Myślę że jakieś 10-15 proc. odwołuje swoją wizytę w klinice i decyduje się na donoszenie ciąży.
I jest jeszcze kolejne 2-3 procent, które podczas rozmów z nami wciąż nie są przekonane co do decyzji. Rozmawiamy z takimi kobietami, doradzamy im konsultacje lub pytamy, co chciałyby zrobić, co jest dla nich najlepsze. Może jeszcze raz porozmawiać ze swym lekarzem, a może z mężem lub partnerem? Czasami kobiety odwiedzają nas dwa lub trzy razy, zanim podejmą decyzję.
Jak przeprowadzana jest aborcja? Mechanicznie? Farmakologiczne?
- Na 30 tys. aborcji w 2006 r. tylko 11 proc. pacjentek wybrało aborcję farmakologiczną. W odróżnieniu od naszych sąsiadów mamy wieloletnie dobre doświadczenia w zabiegowym przerywaniu nawet wczesnej ciąży. Jednak większość kobiet, które skorzystały z farmakologicznego zakończenia ciąży, było zadowolonych z tego rozwiązania Mimo że wiąże się to z trzema tygodniami krwawień po zażyciu leków.
Co pani sądzi o tej metodzie?
- W Holandii aborcja farmakologiczna może być zalecona kobietom do 49. dnia od ostatniej miesiączki. W niektórych krajach tę metodę stosuje się do 63. dnia, my jednak uważamy, że to niekorzystne. Krwawienia trwają wówczas dłużej, wyższe jest też ryzyko niepowodzenia zabiegu.
Tę metodę wybierają w szczególności kobiety, które obawiają się narzędzi chirurgicznych, które wcześniej przeżyły już poronienie i wiedzą, z czym to się wiąże, i które uważają, że to metoda bardziej naturalna. Kobiety, które wybierają zabieg chirurgiczny, cenią sobie fakt, że trwa to dużo krócej, że traci się przy tym mniej krwi i że mogą od razu mieć założoną wkładkę domaciczną. Tę metodę wybierają również kobiety, których rodzice lub partner nie wiedzą o ciąży i dla których byłoby ryzykowne, żeby się o tym dowiedzieli.
W Polsce także rośnie częstość aborcji farmakologicznych, tylko że najczęściej są one wykonywane nielegalnie, bez opieki lekarza.
- Gdyby Polkom udostępniono możliwość legalnych, bezpiecznych aborcji, nigdy nie próbowałyby tych ryzykownych metod.
Czy w Holandii kobiety po zabiegu są objęte opieką lekarza i psychologa?
- Tak. Prosimy je o wypełnienie formularza. Pytamy o wiele spraw, sprawdzamy stan zdrowia i kondycję psychiczną. Pytamy, czy przerwanie ciąży było właściwą decyzją.
Bardzo niewiele pacjentek wybierających odpowiedź "Nie, żałuję tej decyzji, bo ". Może jedną na sto albo mniej.
Nieco więcej jest kobiet, które mają problem z pogodzeniem się z sytuacją. Oszacowano, że w Holandii około 10-15 proc. kobiet, które przerwały ciążę, ma jakieś problemy natury psychologicznej. Możemy zaproponować im więcej rozmów, lub poradzić im wizytę w wyspecjalizowanych instytucjach. Jeśli kobieta potrzebuje takiej pomocy, to ją otrzyma - za darmo.
To właśnie jedna z ogromnych różnic między krajami, w których aborcję można przeprowadzić legalnie i tymi, gdzie nie jest to możliwe.
Trudno mi sobie wyobrazić przeniesienie holenderskiego systemu w polskie realia. Ale gdybyśmy chcieli, od czego powinniśmy zacząć?
- Musicie zacząć mówić o seksualności. Naprawdę..
Pierwszym rozwiązaniem, z wyboru, powinno być zapobieganie niechcianej ciąży. Każde dziecko powinno być dzieckiem chcianym, oczekiwanym.
Do takiego celu trzeba dążyć i zacząć już teraz, w ramach istniejącego systemu prawnego. Mówić o antykoncepcji i o tym, by nie uprawiać seksu, gdy się tego nie chce. Bo zakazy naprawdę niewiele pomagają.
Powtarzam to w kółko: kobiety w niechcianej ciąży zrobią wszystko, żeby ją przerwać. Są naprawdę zdesperowane. Dlatego jest bardzo ważne, żeby nie robić listy konkretnych przypadków, kiedy można dokonać aborcji. Bo to, co jest dobrym powodem dla jednego człowieka, nie będzie nim dla drugiego.