www.oska.org.pl --> Dyktatura futbolu, czyli kufel w godle   Artykuł działu Z prasy, mediow 

Alternative Content

Artykuł działu Z prasy, mediow 

Dyktatura futbolu, czyli kufel w godle


Paulina Wilk, Rzeczpospolita

Na osiem koleżanek, które pytałam, czy obejrzą mecz Polska – Niemcy, sześć odpowiedziało negatywnie. Tylko jedna zasiadła do niego z radością, druga zadeklarowała, że jakoś to przetrzyma, przysypiając, i sześć razy zapyta narzeczonego, czy na pewno grają nasi, a jeśli tak, to w jakich koszulkach. Najbardziej zaciekła przeciwniczka piłki powiedziała mi: – Ten sport jest beznadziejnie nudny i pozbawiony sensu. Wolę wziąć długą kąpiel.

Ja też mam powody, by uważać ten czas za przekleństwo. Poprzednie mistrzostwa Europy spaprały mi randkę, na którą jechałam 400 kilometrów. Wieczór przerodził się w przymusowe oglądanie meczu, awanturę i gwałtowny koniec znajomości. Tydzień później byłam gościem na weselu, na którym orkiestra grała dla pustej sali – wszyscy stali w korytarzu wgapieni w telewizor.

Ale nie żywię wstrętu do futbolu. Wiem, że może być źródłem wielkich emocji, wcale niezarezerwowanych dla panów. W dzieciństwie graliśmy w nogę na podwórku, chłopcy z dziewczynami. Bywałam nawet kapitanem, zasmakowałam satysfakcji po strzelonym golu. Pamiętam też ból porażki i zdartych na asfalcie kolan smarowanych gencjaną. Tyle że wspomnienia rozpalonych policzków, gry zespołowej i dobrej zabawy nijak nie pasują do tego, z czym dzisiaj kojarzy mi się zawodowy futbol.

To sfera zagarnięta przez męskich mężczyzn, ich ambicje, ich agresję, ich łapówki. O mistrzostwach dowiedziałam się, mimo że stronię od piłkarskiego świata. Zatykane na samochodach i balkonowych poręczach flagi dały mi znać, że nastał czas pseudopatriotyzmu i rządów piwnych. Dopóki polska drużyna nie odpadnie z rozgrywek, będziemy mieć w godle kufel, a orzeł pozostanie nadęty, jak po zastrzykach z mieszanki sterydów i narodowej dumy. Nasz los znów jest w rękach jednego człowieka, o ironio – Holendra. Nasi piłkarze, których nazwisk nie pamiętam, nasi rozśpiewani i podchmieleni kibice ubrani w biało-czerwone czapki oraz podnieceni komentatorzy, którzy nie opanowali poprawnej polszczyzny, przejmują teraz kluczowe role – niosą sztandar ku zwycięstwu, w imieniu nas wszystkich.

Bardzo panom dziękuję, ale takiej reprezentacji nie chcę. Gdyby nie wasze wojenne hasła, mogłabym się naprawdę cieszyć i swoją polskością, i futbolem. Mecz z Niemcami obejrzałam w tym roku w gnieździe waszego wroga – Berlinie. Tam, w kawiarnianych ogródkach, tureckich barach i sklepach spożywczych futbol oglądają wszyscy: dziewczyny, ich mężowie, mamy z dziećmi. Nad miastem nie unosi się chmura testosteronu, sukces i porażkę może przeżyć każdy.

Niemcy wygrywają podwójnie, bo naprawdę są razem – na murawie i przed telewizorami.

Źródło : Rzeczpospolita

 
Magdalena Środa specjalnie dla Wirtualnej Polski 

Postulat równości, głoszony przez uczestników warszawskiej parady (07.06) powinien obejmować nie tylko gejów i lesbijki, ateistów i niepełnosprawnych, ale również osoby, które nie interesują się piłką nożną. Bo właśnie zaczął się okres ich prześladowania. Co włączę telewizor: piłka. Idę ulicami: piłka. Na pierwszych stronach gazet: piłka.

Holender Beenhakker stał się narodowym bohaterem (mimo, że pochodzi z kraju gdzie legalna jest zarówno eutanazja, jak i związki homoseksualne, co, w normalnych warunkach, powinno mu uniemożliwić odgrywanie jakiekolwiek publicznej roli w państwie tak pobożnym jak Polska). Zdjęcie niejakiego Ebiego Smolarka w roli niemowlaka, zostało wydrukowane przez wiodący dziennik mimo, że - jako żywo - przypominało czasy, gdy wielbiono geniusz Lenina widoczny ponoć już od kołyski.
Zaczął się więc okres prześladowań, które są o tyle okrutne, że niemal nikt nie rozumie problemów i męki prześladowanych.

Bo jest męką nie tylko widok goniących za jedną piłką jedenastu zdrowych mężczyzn, ale również fakt, że tej beznadziejnej czynności z pasją i zaślepieniem przygląda się znaczna część populacji. I gdyby piłkarzami byli ludzie chorzy, którzy, z jakiś powodów, nie mogą inaczej cieszyć się życiem, lub ludzie biedni, których nie stać na zakup większej ilości piłek, tak by każdy cieszył się własną – nie dziwiłoby to mnie. Również wykazałabym pewne zrozumienie gdyby w piłkę grali i piłką się podniecali wyłącznie mężczyźni. Mężczyźni w ogóle robią wiele dziwnych rzeczy, które przez innych mężczyzn traktowane są jako rzeczy wielkie i kształtujące naszą historię. Mężczyźni bija się i zabijają bez potrzeby lub tylko po to, by mieć jeszcze więcej okazji do bicia i zabijania się, co – nie wiedzieć czemu nazywa się – patriotyzmem, a co urosło w naszej kulturze do wartości do rangi najważniejszej. Tak ważnej, że tym którzy zabijają lub szykują się do zabijania dzieje się znacznie lepiej niż tym, którzy rodzą. No bo przecież przeciętny pułkownik, nawet taki który nikogo jeszcze nie zabił, dostaje z narodowego budżetu znacznie więcej niż matka, która urodziła kilkoro dzieci. I sądzę, że prócz wysokiej pozycji materialnej cieszy się on – co najmniej od czasów bitwy pod Grunwaldem - wysokim społecznym prestiżem. A matki jakoś nie, choć rodziły jeszcze przed tą bitwą.

Trudno. Kultura jest patriarchalna i dopóki kobiety nie będą stanowiły większości we władzach politycznych dopóty dziecinne zainteresowania mężczyzn będą definiowały to, co warte jest zainteresowania a co nie.

Ale piłką nożna interesują się również kobiety. Dlaczego? Znalazłam co najmniej trzy wytłumaczenia tego zjawiska. Po pierwsze dlatego, że współczują mężczyznom. A jest czego; zarabianie pieniędzy polegające na ganianiu po boisku za niewielką piłką jest zajęciem godnym współczucia, zwłaszcza, że – paradoksalnie - wzmaga to zazdrość innych mężczyzn, którzy agresywnie próbują pozyskać piłkę zawodników dla siebie (bo tak zwanymi kibicami są również mężczyźni). Po drugie kobiety lubią piłkę nożną, bo starają się lubić wszystko to, co lubią mężczyźni. Naśladowanie mężczyzn jest pierwszym krokiem do przejęcia władzy, którą oni posiadają. I kobiety zaczynają to rozumieć. Po trzecie natomiast dlatego, że w czasie meczy nie da się nic więcej robić. Więc ci, którym nie starcza siły do walki przeciw dyskryminacji, poddają się znaczącym siłom przeciwnika. Kobiety są do tego przyzwyczajone, mistrzostwa Europy trwają wszak kilka tygodni, a patriarchat trwa już tysiące lat.

Magdalena Środa

Wirtualna Polska

Autor artykułu:
Data umieszczenia: 2008-06-10 11:57:24
Artykuł przeczytano:  330 razy
Prawa autorskie   OŚKa - Ośrodek Informacji Środowisk Kobiecych ©  2009   Ochrona danych