Rozmowa z kuratorkami wystawy
Do przygotowania wystawy kuratorki Ankę Sasnal i Martynę Sztabę zainspirował "Utwór o matce i ojczyźnie" pisarki i feministki Bożeny Keff, który właśnie ukazał się nakładem wydawnictwa Ha!Art. Osobista książka o trudnych relacjach pomiędzy matką i córką stała się dla sześciu zaproszonych artystek punktem wyjścia do refleksji nad tematem i do przełożenia poematu Keff na język sztuk wizualnych.
Patrycja Musiał: Jesteście jednocześnie redaktorkami "Utworu o matce i ojczyźnie" i kuratorkami wystawy "Moja matka nie jest boska" - zanim więc zaczniemy rozmawiać o wystawie, opowiedzcie o książce.
Anka Sasnal: "Utwór o matce i ojczyźnie" narusza społeczne tabu mówienia w otwarty, często niezbyt przychylny sposób o własnej matce. Dotyka spraw, które są pochowane gdzieś głęboko w naszych głowach. Keff opowiada osobiste historie: od codziennych kłótni, aż po walkę córki o zaistnienie w życiu matki, zaistnienie w historii, w przeszłości żydowskiej rodziny, która zginęła w Holokauście. W drugą stronę matka domaga się absolutnej i wyłącznej uwagi i obecności w życiu córki. To jest paradoks, szarpanina, opresja.
Kiedy wpadłyście na pomysł, by wydaniu książki towarzyszyła inspirowana tekstem wystawa?
Martyna Sztaba: Równolegle z decyzją o wydaniu książki, czyli jesienią zeszłego roku, pojawiła się koncepcja wystawy. Anka od razu miała dla niej tytuł: "Moja matka nie jest boska".
A.S.: W tej książce jest mnóstwo cytatów kulturowych, to zachęcało, by przełożyć ją na inny język. Keff zwróciła się do nas z pomysłem przeniesienia "Utworu..." na scenę, ale my zaproponowałyśmy wystawę i ta koncepcja została przyjęta.
Jakimi kryteriami kierowałyście się, wybierając artystki?
M.Sz.: Klucz był dosyć prosty. Szukałyśmy artystek, co do których miałybyśmy pewność, że przeczytają tekst i będą w stanie z nim pracować. Ten poemat wprowadza terror tekstu, łatwo mu ulec. Dziewczyny, które z nami pracowały, to silne osobowości, nie dały się zdominować. Jadwiga Sawicka w ogóle pracuje z tekstem i słowem, tu wybór był oczywisty. Z kolei Anna Baumgart porusza w swych pracach bolesne problemy, odwołuje się do negatywnych, mocnych emocji - a takie są w tym tekście.
Na wystawie są też prace Oli i Doroty Buczkowskich, czy to przypadek, że wybrałyście artystki, które są siostrami?
A.S.: Nie. To siostrzeństwo wydawało nam się bardzo ciekawe. Dwie różne osoby, jednocześnie córki tej samej matki, która na dodatek sama jest artystką. Myślałyśmy, że dziewczyny będą pracować razem, ale one jednak zadecydowały inaczej. Każda chciała przygotować osobny projekt i tak się stało. Na przykład Ola przysłała nam zdjęcia, które robiła w damskich toaletach w Łodzi - fotografowała napisy, bazgroły dotyczące kobiet. Każdy z nich mógłby być cytatem lub komentarzem do tekstu Keff. Wybrałyśmy tylko jeden kadr i powstała z niego fototapeta, jako forma przeniesienia sytuacji, w jakiej artystka znalazła ten napis.
Ola Buczkowska przygotowała też na wystawę instalację dźwiękową.
A.S.: Tak, to jest ważna praca. Nagrany głos małego dziecka mówiącego tylko jedno słowo: mamo. Dźwięk narasta. Słychać to wołanie na całej wystawie. Dziecko staje się symbolem opresji, a macierzyństwo jest chorobą dziedziczną, tak jak u Keff.
Dlaczego zaprosiłyście same kobiety?
M.Sz.: Zadecydował o tym tekst. Nie występuje w nim jako bohater żaden mężczyzna, mężczyźni są na dalszym planie, wspomina się tylko o nich.
Jak artystki poradziły sobie z tekstem?
M.Sz.: Tekst był inspiracją dla wszystkich artystek, niektóre go zinterpretowały, inne go zaadaptowały. Interpretację przeprowadziła np. Zorka Wollny, która przeczytała książkę i zauważyła podobną historię w swojej rodzinie, nakręciła o tym film. Sawicka podeszła do problemu bardzo literalnie, wyciągnęła bezpośrednie cytaty z "Utworu..." i wykorzystała je w swojej instalacji. Z kolei adaptację tekstu zrobiła Anna Baumgart, przekładając go na język ruchu.
Która praca jest najluźniej związana z tekstem Keff? Kto odszedł najdalej od tematu?
A.S.: Karolina Kowalska mocno zdystansowała się do tekstu.
M.Sz.: Potraktowała go bardzo luźno, zainteresował ją raczej tytuł wystawy, czyli "Moja matka nie jest boska". Kowalska pokazała, że matka potrafi być rozrabiarą i buntowniczką, czasem po prostu nie jest boska.
Postawiłyście artystkom trudne zadanie, przygotowanie projektu na podstawie tekstu innej autorki. Czy było coś, co was zaskoczyło w ich pracach i interpretacjach książki?
A.S.: Zaskoczyło mnie to, że żadna z artystek nie zmierzyła się z drugą częścią utworu, w której Keff opowiada o naszej Ojczyźnie, co Matczyzną być nie chce i nie dla wszystkich jest boska. Tylko w osobistej pracy Zorki, która sprowokowała rodzinny "coming out", kobiety mówią, że dzieci rodzi się dla narodu, to jedyny taki akcent.
Jak autorka tekstu zareagowała na wasz pomysł wystawy?
M.Sz.: Była zaskoczona i jednocześnie zachwycona pomysłem...
Podobały jej się projekty? Zobaczyła je dopiero na wernisażu, wiem, że nie miała wpływu na wasze kuratorskie decyzje.
A.S.: Nie chciałyśmy jej angażować w sprawy wystawy i konfrontować z nią artystek. Zależało nam, by potraktowały książkę uniwersalnie, a nie skoncentrowały się na prywatnej historii autorki. To przyniosło dobre efekty, a Bożenie bardzo podoba się sposób, w jaki dziewczyny odniosły się do jej tekstu.
"Moja matka nie jest boska", kuratorki: Anka Sasnal, Martyna Sztaba, Bunkier Sztuki, wystawa czynna do 31 sierpnia